Serce z kamienia

Najprawdopodobniej każdy nieznający tematu czytelnik, poproszony o wskazanie dzieł liberackich spośród zbiorów WBP w Krakowie, wskaże Spoglądając przez ozonową dziurę Zenona Fajfera, Sto tysięcy miliardów wierszy Raymonda Queneau, Świątynię kamienia Andrzeja Bednarczyka. Wśród wymienionych są dwie, które należą do zbioru książek artystycznych – Sto tysięcy miliardów wierszy, Świątynia kamienia. A z tych jest jedna, którą kupiłby dla własnej przyjemności jakiś antykwariusz: Świątynia kamienia.

Jak reklamować liberaturę?

Kiedy Zenon Fajfer rozpoczął tworzenie liberackiej czytelni w 2002 roku, przychodząc do Małopolskiego Instytutu Kultury w kamienicy „Pod Krukami” na krakowskim Rynku, przyniósł ze sobą Świątynię kamienia. Jak wspominają pracownicy Biblioteki Sztuki WBP w Krakowie, którzy uczestniczyli w powstawaniu tego Księgozbioru, egzemplarz książki w betonie od razu stanął w wydzielonym miejscu.

Nasuwa się parę pytań: Dlaczego nie Oka-leczenie Katarzyny Bazarnik i Zenona Fajfera? Być może książka Andrzeja Bednarczyka miała większe możliwości reklamowe.

 

Nie ukrywam, że Świątynia kamienia jest książką, do której trudno podejść z dystansem: z jednej strony piękny obiekt, dzieło totalne, gdyż łączy sztukę rzeźby i fotografii ze sztuką słowa. A z drugiej dzieło rozdwojone: z jednej strony rzeźba, z drugiej liryka.

Jednak wiele grup studentów przyjeżdża ze swoimi wykładowcami i pyta, czy mogą zobaczyć, czy mogą wziąć do rąk, jakby to był cel ich odwiedzin. Oczywiście, każdy egzemplarz Czytelni Liberatury Arteteki WBP w Krakowie jest udostępniany na miejscu, jak w zwykłej czytelni – wystarczy poprosić bibliotekarza na III piętrze. Następnie biorą w swoje ręce książkę w betonie, choć dzieło jest trochę nieporęczne.

Jednakże jest coś, co rzeczywiście powoduje, że czuć drżenie, kiedy czytamy dzieło Andrzeja Bednarczyka – i jest to liberackość tego tomu, mimo że jest jej tam bardzo mało.

Jak czytać liberaturę? – przykład poniżej

Betonowa okładka to z pewnością ładna płaskorzeźba i żart z czytelników, chcących wziąć jakąś książkę do parku, na wakacje.  Kiedy jednak podejmujemy utrudnioną manualnie lekturę tego dzieła, natrafiamy na przepiękne sprzęgnięcie kodeksu z liryką: strony z kalki, które przedzielają niczym granica ładny żółtawy papier, opisują taką sytuację:

Aniołowie
                         Ukryci
                                          W gęstej mgle
                                                                         Szepcą mi
                                                                                              Do ucha
                                                                                                                 Ciszę

I oto widać ów szept anielski pod postacią atramentowych liter, które wyłaniają się w trakcie przewracania szeleszczących stronic. Tak pięknego, wprost teatralnego chwytu, nie spotyka się zbyt często w książkach nawet liberackich. Oto kontemplacja lirycznej wędrówki po skałach urzeczywistnia się dosłownie w kodeksie. Ciężkość krajobrazu, ciężkość okładki… przerywa szelest kalki, lekkość mgieł, z których „wychodzą” nasze myśli z poetycką potrzebą – jakiej doznajemy, gdy widzimy piękno przyrody – by ująć je w słowa.

Druga cecha liberacka jest mniej zauważalna, nie jest także zbyt oryginalna, choć wykorzystana z precyzją świadomego artysty totalnego. Architektura poszczególnych stron Świątyni jest pewnego rodzaju siatką. W dziele Bednarczyka mamy w środku wycięte pole na kamień tak, że kartkę możemy podzielić, jak poniżej:

Gdy czytamy tę książkę, od razu zwraca uwagę konsekwentna rozdwojona budowa wertykalna pojedynczej strofy, tzn. wiersz na polu B, później kamień, następnie na polu G następny wiersz. Czytamy więc ją od góry do dołu, ciągle zahaczając wzrokiem o fragment skały – w końcu ma on być sercem owej świątyni (zupełnie, jak w wierszu Ołtarz Herberta, gdzie sercem Świątyni nazwany jest właśnie tytułowy kamienny stół liturgiczny!).

Jak tłumaczyć książkę niekonwencjonalną?

Oryginały wierszy są na stronie „mocniejszej” w tym dziele, czyli na wszystkich stronach retro (stronach nieparzystych); tłumaczenie symetrycznie ułożone na stronie verso, nie licząc tłumaczenia passusu mgielnego. Należy tu dodać, że  jest to przekład stricte językoznawczy, zupełnie pomija strukturę liberacką dzieła: w oryginale kamień jest ciągle widoczny – wersja angielska, która pojawia się na przeciwnej stronie, jest bez kamienia. Należałoby więc raczej dać tytuł temu tłumaczeniu There was a temple here, a nie The Temple of Stone.

Oto parę uwag o utworze pięknym, liberackim. Być może dlatego Zenon Fajfer postanowił użyć go jako kamienia węgielnego przyszłej Czytelni.

Andrzej Bednarczyk, Świątynia kamienia, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Kraków 1995, egzemplarz nr 42 z autografem.

 

Tomasz Kalita

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s